W co się bawić z 1,5-rocznym dzieckiem


Wraz z wiekiem pojawił się problem jak urozmaicać Szkrabikowi życie, zwłaszcza w długie, ciemne, zimowe wieczory, kiedy to spacer odpada lub raczej jest karą niż przyjemnością. Zresztą moje dziecko jak jest zimno mniej więcej po 20 min woła “do domku”, a już spacerów w ciemnościach nie trawi.
Zajęcie półtorarocznego szkraba okazało się dla mnie nie jeden raz karkołomnym zadaniem, zwłaszcza że wiele ciekawych zajęć dla tak małych rączek jest zwyczajnie zbyt skomplikowanych. I tak moje pomysły z masą solną spełzły na niczym, podobnie jak inne bardziej zaawansowane zabawy plastyczne w wycinanie, czy klejeniem.
Jest natomiast kilka rzeczy, które świetnie się sprawdziły i chętnie się nimi podzielę. Za wszelkie inne pomysły na zabawy dla obecnie już 19-miesięcznego malucha będę wdzięczna.

Do najpopularniejszych zabaw ostatnich dwóch miesięcy należą bez wątpienia zabawy paluszkowe, czyli “Idzie rak”, “Biedroneczka mała”, “Idzie kominiarz po drabinie”, “Kosi kosi łapki pojedziemy”. Świetnie się one sprawdziły i dziecko łapie z nich także sporo słówek. Mój Szkrab zwykł nie raz przybiegać do mnie, wyciągać rączkę i krzyczeć “biedronka mała” albo “sroczka, sloczka”, w zależności w co się chciała pobawić. Pomysły na zabawy paluszkowe czerpałam np. ze strony: piastunka.pl

Kolejną rzeczą, którą moje dziecko uwielbia jest taniec. Minimum godzinę dziennie spędzamy przy różnego rodzaju muzyczce, a Szkrabik tańczy. Doszło do tego, że sama jak widzi laptopa to woła: “muzyczkę puść – włącz mama już!, wyginam śmiało ciało” albo “Ja tańczę” (ostatnio hitem stał się kawałek z Madagaskaru właśnie i piosenka o dzidziach, czyli “My jesteśmy krasnoludki” jakby ktoś nie wpadł). Staram się puszczać jej różne rodzaje muzyki, ale na razie nasze gusta muzyczne się rozmijają – ujmijmy to delikatnie tak.

Kolejną miłością mojej córki właściwie odkąd pamiętam są książki – potrafi siedzieć i słuchać bez końca, co jest zawsze jakimś ratunkiem, jak już nic innego nam nie przychodzi do głowy. Codziennie w każdym razie musimy przeczytać minimum 4-5 książeczek, a czasem i więcej, bo inaczej nie daje nam spokoju. Ostatnio na topie są kolejne przygody Franklina, bo Brzechwę, Tuwima i Konopnicką przerobiliśmy już do znudzenia.

Ponadto nasz Szkrabik jest miłośnikiem zwierząt. Od babci dostała wielki kolorowy atlas zwierząt i uwielbia go przeglądać. A przynajmniej uwielbiała dopóki nie nauczyła się rozróżniać wszystkie zwierzęta i uznała, że już nie jest tak ciekawy. Teraz my się czujemy niedouczeni jak dziecko umie odróżnić Okapi od Daniela, a Geparda od jakiegoś innego podobnego kota i wie jak wygląda Fenek, czy Ryś. Przyznaję, że mnie to małe stworzenie czasem zadziwia swoją bystrością i tempem wchłaniania informacji. Musze też powiedzieć, że i moja wiedza świata zwierzęcego się podniosła dzięki niej i teraz jak oglądamy atlas to dziecko informuje mnie jakie to zwierzę, a ja co najwyżej mogę uzupełnić o dodatkowe informacje, choć i w tym przypadku ostatnio mnie zagięła, kiedy stwierdziła, że krowa daje mleko, a z mleka jest serek. Chyba mama będzie się musiała wyedukować lepiej, bo tym że słoń ma trąbę i kły, a żyrafa najdłuższą szyję nie zabłysnę, bo też już to wiemy i potrafimy dobitnie wyartykułować. Jak widać nauki nigdy dość.

Na swoją córeczkę mam też jeden niezawodny sposób jeżeli chcę coś zrobić i “pozbyć” się dziecka na ponad godzinę. A mianowicie daję wtedy Szkrabikowi różne kubeczki, miseczki, łyżeczki, widelec oraz wsypuję do kilku z nich trochę jadalnych rzeczy np. makaronu, słonecznika, mleka w proszku, wody itp. Moje dziecko potrafi tak przez ponad godzinę siedzieć na podłodze i przelewać, mieszać, przesypywać i jak sama dumnie stwierdza “gotuje obiadek dla mamusi i tatusia”. Oczywiście mama i tata muszą dzielnie udawać, że obiadek zjadają i że jest pycha. Misie, lale itp. też oczywiście obiadek dostają. Bałagan w kuchni mam po zabawie murowany, ale z drugiej strony, chyba dzięki tej zabawie dziecko już samo jest w stanie jeść łyżką i widelcem bez większych problemów (oczywiście jak chce i ma ochotę na daną rzecz, bo inaczej zawartość wyląduje na podłodze). W wannie przelewanie, mieszanie i gotowanie to też jej ulubiona zabawa, dlatego kąpiel to u nas minimum godzina i wanna pełna kubeczków, miseczek i plastikowych łyżek.

Kolejną rzeczą, na której dość długo jest w stanie skoncentrować swoją uwagę to rysowanie. Wykończyła już kilka kompletów grubych drewnianych kredek bambino i codziennie schodzi nam ogromna ilość papieru, ale dziecko uwielbia rysować i też jak się jemu rysuje. Na potrzeby tej zabawy każdy z nas ma opanowane już kilka rzeczy. Tata rysuje zajączka, swojego misia i ciufcie, a ja specjalizuje się w misiu i buziach mamy i taty do których Szkrabik dorysowuje oczy, usta i nos, a przynajmniej usiłuje. Idzie jej to coraz lepiej i nie poddaje się. Niestety artyzm naszego dziecka przejawia się także na naszych ścianach. Ostatnio pytam moją pociechę co narysowała na ścianie i dlaczego tu, a nie na karteczkach, to dumna mi odpowiedziała, że to drzewa pień…. i cóż było robić jak nie pochwalić pięknego pnia, a jednocześnie tłumaczyć, że równie piękny byłby na kartce papieru.

Czasem też uczymy się różnych rzeczy razem – ostatnio uczyłyśmy się stawać na palcach, robić przysiady, czy przechodzić pod mostem, którym była mama. Szkrabik lubi też bardzo pomagać w pracach domowych takich jak wycieranie podłogi, kurzu, czy wyjmowanie sztućców ze zmywarki. Zawsze dostaje do łapki swój ręczniczek papierowy i pomaga wycierać, a dzięki wyciąganiu sztućców teraz je wszystkie ładnie nazywa, więc takie zabawy też są bardzo przydatne. No i nie ukrywam, że liczę na to, że jak podrośnie to jej tak zostanie i czasem pomoże w domu bo nie wyobrażam sobie inaczej.

Na chwilę obecną więcej grzechów nie pamiętam, ale jeżeli macie jakieś ciekawe pomysły, co jeszcze robić z takim maluchem, to chętnie przeczytam. W planach mamy zakup ciastoliny i a nóż przypadnie nam do gustu. Trochę się boję, że może za wcześnie, ale spróbujemy.